„The A Word” – serial, który warto zobaczyć.

ŚWIAT, KTÓREGO NIGDY NIE POZNAMY. RZECZYWISTOŚĆ, W KTÓREJ NIE MOŻEMY UCZESTNICZYĆ. CHOĆ JEST TAK BLISKO. ŚWIAT NA LITERĘ "A"- JAK AUTYZM.

 
Dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami po obejrzeniu serialu "The A Word". 

 


Zapraszam do lektury!

 

"The A Word" (ze względu na brak oficjalnego polskiego tłumaczenia w tekście będę posługiwać się angielską wersją) jest brytyjskim mini- serialem opartym na izraelskiej serii Yellow Peppers. Serial ( 6 odcinków) skupia się na rodzinie Hughes, zamieszkałej w małym miasteczku w Północnej Anglii, która dowiaduje się, że ich 5- letni syn Joe (Max Vento) cierpi na zaburzenia ze spektrum autyzmu.
 
To co sprawia, że "The A Word" jest poruszający to szczerość i bezpośredniość w pokazaniu kolejnych etapów zaprzeczania, złości i dezorientacji, przez które przechodzi rodzina próbując zrozumieć to, co im się się przydarzyło.

 


Przyjrzyjmy się przez chwilę rodzinie Hughes.

Rodzice Joe'a Alison (Morven Christie) i Paul (Lee Ingleby) dostrzegają, choć nie przyznają się do tego, że Joe różni się od innych dzieci- izoluje się, nie nawiązuje bliższych relacji, ma encyklopedyczną wiedzę o muzyce, która jest jego obsesją- ale nie sądzą, że jest do powód do zmartwień i etykietowania chłopca.

 

Szczery i często nietaktowny dziadek chłopca Maurice (Christopher Eccleston) zmaga się z tym samym procesem zaprzeczania co jego rodzice, próbując swoje proste zasady życiowe przełożyć na swojego wnuka- jeśli jest chory, to trzeba go po prostu wyleczyć. Starsza siostra Joe'a 16- letnia Rebecca (Molly Wright), córka Alison z poprzedniego związku, kocha swojego brata takim jakim jest, ale czuje się przy tym zupełnie ignorowana w rodzinie. Tak jakby była dla nich przezroczysta.

 

Rodzinny obrazek dopełniają mieszkający obok  Eddie (Grey McHugh), brat Alison, i jego żona Nicole (Vinette Robinson). Oboje bardzo chcą wesprzeć Joe'a i jego rodzinę, jednak sami zmagają się z problemami małżeńskimi- niedawny romans Nicole (o którym wszyscy wiedzą) utrzymuje ich w emocjonalnym dystansie.

 

 
W serialu dużo czasu poświęcono Alison (matce Joe'a) i jej zmaganiom z potrzebą kontrolowania wszystkiego wokół niej i dążeniem do doskonałości, co jak możemy zauważyć, nie pozostaje bez wpływu na odczuwany przez chłopca poziom niepokoju i napięcia emocjonalnego.
 
Paul i Alison nie wiedzą jaki powinni stworzyć plan dla swojego syna (i czy w ogóle muszą mieć jakiś drobiazgowy plan)- czy powinien pójść do szkoły, czy może raczej zdecydować się na nauczanie domowe. Zastanawiają się również jak wcielić w ich domowe, codzienne życie wskazówki udzielone przez terapeutkę rodziny.
 
Choć diagnoza Joe'a stanowi punkt wyjścia dla całej serii, to jest to bardziej historia o dysfunkcjonalnych zachowaniach i działaniach jego rodziny niż doświadczanych przez chłopca trudnościach i cierpieniach. Szybko bowiem dostrzegamy, że nawet jeśli życie całej rodziny uległo bardzo dużym zmianom i musi stawić czoła wielu trudnościom, to ciągle jednak polegają wyłącznie na sobie (mimo niepewności, wątpliwości, czy poczucia samotności). Dlaczego? Wszystko co jest związane z Joe'm chcą utrzymać w ścisłej tajemnicy przez społecznością małego miasteczka, w którym żyją. Kryje się za tym znana nam wszystkim duma (przecież najlepiej poradzimy sobie ze wszystkim sami) oraz poczucie wstydu. 

 

 
W jednej z moich ulubionych scen terapeutka Maggie (Lisa Millet) pracująca z rodziną (historia związana z jej postacią jest również bardzo ciekawa) mówi, że Joe ma duże trudności w komunikacji z innymi i nie potrafi wyraźnie mówić o swoich potrzebach, czy trudnościach. I szczerze dodaje, że ten sam problem dostrzega u pozostałych członków rodziny. Kurczą się i ukrywają między sobą, używają humoru jako swoistej tarczy obronnej, zakopują głęboko swoje uczucia. Tylko jak długo tak wytrwają? Kiedy dostrzegą, że w ich obecnej sytuacji przestało być to użyteczne?

 


Co sądzę o tym serialu?


"The A word" nie jest serialem, który posiada jakąś kluczową tajemnicę, którą stopniowo odkrywamy. Nie ma niespodziewanych zwrotów akcji ani jednoznacznego zakończenia. Co czyni ten serial wyjątkowym? Tak jak już pisałam- to szczera, emocjonalna opowieść o rodzinie, jej dynamice i niuansach bliskich relacji. I to właśnie czyni ten serial tak wyjątkowym. Choć od razu muszę uprzedzić, że ten serial wymaga od widza czegoś więcej poza wolnym czasem- dramatyczny portret poszczególnych bohaterów sprawia, że z każdym odcinkiem coraz bardziej angażujemy się emocjonalnie w ich losy.

 

Jednak mimo ponurego krajobrazu i trudnych decyzji podejmowanych przez rodzinę, serial nie przytłacza smutkiem. W dialogach jest sporo przewrotnego poczucia humoru, czy prostych życiowych rozmów. Podkreślane są również wszelkie małe triumfy, a historie o prowadzeniu przez Eddie'go rodzinnego browaru, czy pracy Nicole jako pielęgniarki są dla widza chwilą wytchnienia i ucieczką od niepewności, która towarzyszy rodzinie Joe'a.

 

W czasie, gdy rodzina Hughes stara się sprostać napotykanym trudnościom, podejmują po drodze mnóstwo decyzji (tych dobrych, i tych błędnych), widz zmaga się z rozważaniami dotyczącymi jego własnego życia- niejednokrotnie zastanawia się, jaką on podjąłby decyzje na miejscu poszczególnych członków rodziny, zwłaszcza Alison i Paul'a.

 

Nie podejmujemy dobrych,mądrych, czy złych decyzji. Szukamy tych, które w danym momencie naszego życia będą najbardziej użyteczne- pomogą przetrwać, podnieść się z trudności i pójść krok dalej. Do tego też służy diagnoza- to nie punkt końcowy, a jedynie początek. I serial to świetnie pokazuje. Nie możemy ulec pokusie zasłaniania i tłumaczenia wszystkiego diagnozą, bo umkną nam rzeczy dla nas ważne. Na co dzień często możemy usłyszeć, czy przeczytać o osobach cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia. A ile czasu poświęca się w tym wszystkim rodzinie tej osoby? Ile rodzicom? A ile dziadkom, czy rodzeństwu? Myślę, że zdecydowanie za mało. A jak pokazuje nam historia siostry Joe'a często oni i ich trudności stają się przezroczyści, niewystarczająco (w ich odczuciu) ważni uwagi i troski. 

 

Podsumowując, "The A Word" to serial zmuszający do refleksji i poruszający (nawet do pewnego poziomu dyskomfortu, i dobrze). Nie twierdzę, że wszystkim przypadnie do gustu, ale zdecydowanie warto dać mu szansę. 

 

Dodatkowo dodam tylko, że twórca serialu, Peter Bowker, w przeszłości pracował z dziećmi ze specjalnymi potrzebami. Można przypuszczać, że część informacji czerpał z własnych doświadczeń. Dzięki temu "The A Word" sprawia wrażenie autentycznej historii, w dodatku opowiadanej z ogromnym wyczuciem.

 

Moja ocena:


Dobrego tygodnia!

 

Zostaw komentarz